Zazdroszczę Krzemińskiemu, który już wszystko wie, wszystko zrozumiał i o nic pytać nie czuje potrzeby. Ja niestety, im bardziej się tej aferze przyglądam, tym bardziej jestem przerażona. Ale może to wszystko jest tylko zbiegiem dziwnych okoliczności, zupełnie przypadkowo układających się w dość logiczny scenariusz. Kto czytał moje poprzednie wpisy, wie jaką mam hipotezę, ale chciałabym ją jeszcze powałkować. Za liczne acz nieuniknione powtórzenia z góry przepraszam, ale im częściej czytam, że właściwie afery nie ma, tym bardziej mam potrzebę o niej pisać, bo jest to jedna z grubszych afer III RP.
Marzec
Totalizator Sportowy planuje rewolucję - wprowadzenie wideoloterii. Branża hazardowa nie ma wątpliwości, że nowe gry poważnie zagrożą "jednorękim bandytom". Komentarze brzmią alarmistycznie: "Wideoloterie wstrząsną rynkiem". Ówczesny prezes Totalizatora zapowiadał w wywiadach ostrą walkę.
Jacek Kalida: Jesteśmy na nią [drastyczną wojnę z branżą "jednorękich bandytów"] przygotowani. Przewidujemy, że w pierwszym roku możemy zainwestować w wideoloterie nawet 200 mln EUR! Mamy też świadomość, że nadepniemy na odcisk nie tylko legalnym uczestnikom rynku, ale też tym z szarej strefy. Np. w Szwecji, kraju z niską przecież przestępczością, szara strefa broniła się przed wideoloteriami, stosując szantaż, groźby, a nawet bardziej drastyczne formy nacisku. Zapewniam, że determinacji ani nam, ani naszemu właścicielowi nie zabraknie.
Kwiecień - wrzesień
Wiceminister Finansów Jacek Kapica przygotowuje ustawę, która mocno uderzy w branżę hazardową, nie tylko dlatego, że nałoży na nią dodatkowe obciążenia finansowe (dopłaty do gier), ale także dlatego, że da większe możliwości kontroli hazardowego biznesu, bo choć oficjalnie jest on bardzo mało rentowny, "na lewo" przynosi gigantyczne zyski, służy też grupom przestępczym do prania pieniędzy. Walka kończy się w połowie września.
16 września
Jacek Kapica informuje hazardowych lobbystów, że zgłaszane przez nich w trakcie prac nad ustawą uwagi dotyczące kluczowych dla nich zapisów nie zostaną uwzględnione.
Pismo Jacka Kapicy do lobbystów z 16 września
18 września
Komitet Rady Ministrów przyjmuje projekt ustawy i kieruje go do dalszej obróbki legislacyjnej, ale najważniejsze (a dla branży hazardowej zabójcze) rozwiązania zostały przyjęte, to co zostaje to właściwie kosmetyka, w rodzaju rozszerzenia uzasadnienia i innych drobiazgów. Projekt jako taki jest klepnięty.
Pismo Jacka Kapicy do Sekretarza RM z 18 września
29 września
Schetyna odbywa z Sobiesiakiem rozmowę, o której potem bardzo nie chciał pamiętać, zmyślając, że właściwie tylko minął się z nim w drzwiach biura poselskiego. Rzeczniczka MSWiA pisze co prawda w oświadczeniu, że "specjalnego, osobnego spotkania z pewnością nie było" ale trudno uwierzyć, że Sobiesiak "przechodził z tragarzami" koło lotniska, na którym był Schetyna. Wygląda na to, że pogonił za nim z jakąś ważną sprawą.
Sobiesiak do Koska: Słuchaj, bo idę do tego ważniejszego u nas, wiesz. Kur..., jak mam z nim rozmawiać, co mam zakomunikować mu? Że to są pisiory-czy co? Ten, ten, ten się nazywa Kawalec, tak? (...) Dobra. I teraz ty powiedz mi, ta ustawa mówisz przeszła, tak? (...) Co mam mu w dwóch słowach powiedzieć takiego co ten, ten co... Bo ma mi Sławek przygotować, ten chudy, ma mi przygotować takie wyliczanki, co oni tam wyrabiają z tą ustawą, że ona jest kompletnie pierdol... i nie tędy idą. (...) No to jeszcze na pewno nie ma. No, no to dobra, no to ja kur... po prostu... Po prostu mu powiem kur... w oczy i tyle. Niech zapier...
Sobiesiak do Chlebowskiego:Cześć. Słuchaj, wchodzę teraz do Grześka. Czy kur... mam go coś poprosić, żeby jeszcze tam coś nacisnął on? Czy jak ty uważasz?
Sobiesiak do Kalinowskiego: Teraz mi powiedział Grzesiu: "Ty jesteś kutas", mówi. "Zawsze na ostatnią chwilę".
3 października
Niekorzystny dla branży hazardowej projekt zostaje zatwierdzony i do dzisiaj figuruje w Biuletynie Informacji Publicznej z adnotacją "Stan prac: projekt aktualny. Czeka na wyznaczenie terminu posiedzenia komisji prawniczej", choć w marcu został zmieniony i chyba aktualny projekt nosi datę 31 marca 2009. Ale tego po wystąpieniu ministra Boniego nie wiemy na pewno bo podobno cichaczem pisze się całkiem nowa ustawa.
Pismo do Rządowego Centrum Legislacji z 7 października
Sylwester 2008
Zbigniew Chlebowski bawi w Zieleńcu, w hotelu będącym własnością Ryszarda Sobiesiaka i jego córki Magdaleny. Miejsce musi być urocze bo urlop później spędza tam także Marcin Rosół z rodziną.
Marzec
Ryszard Sobiesiak: Musimy Zbyszkowi wytłumaczyć, żeby to puścił dalej, że to jest dla nas kaplica (...) Kapicę mieli wypier...(...) Mirek spotyka się za chwilę z Grześkiem, dogadają się (...) Albo oni ze mną w ch...grają, albo nie wiem, bo przecież żeśmy się na coś umówili.
Maj
Dwaj członkowie zarządu Totalizatora - Dudziński i Gosek - zgłaszają do ustawy propozycje, które zbulwersowały branżę hazardową. Proponowane rozwiązania zapewniłyby Totalizatorowi dominującą pozycję i poważnie osłabiłyby konkurencję, czyli hazardziarzy od "jednorękich bandytów". Na dodatek wraca pomysł wideoloterii, całkiem nowej i potencjalnie atrakcyjnej gry, na którą monopol będzie miał Totalizator, będzie ona konkurować bezpośrednio z automatami. Dla branży hazardowej to śmiertelne zagrożenie, zwłaszcza jeśli nowa ustawa ograniczy możliwości oszukiwania, które jest w tym segmencie nagminne.
26 czerwca
Marcin Rosół, szef Gabinetu Politycznego Mirosława Drzewieckiego, a wcześniej asystent samego Schetyny, podsyła CV Magdaleny Sobiesiak wiceministrowi skarbu państwa. "Przesyłam CV osoby rekomendowanej przez MSiT do zarządu Totalizatora, napisz mi proszę w jakim terminie może nastąpić wybór". Gdy Rosół zgłasza Sobiesiakównę do konkursu, stanowisko, które ta ma zająć ciągle jeszcze pełni jeden ze współautorów wspomnianego wcześniej listu, Piotr Gosek, a konkurs na stołek po nim nie został ogłoszony.
30 czerwca
Minister Skarbu wykonujący uprawnienia Zgromadzenia Wspólników Totalizatora, powołuje dwóch nowych członków Rady Nadzorczej, jedną z nich jest Monika Rolnik, dyrektorka z Ministerstwa Sportu, znana także jako "dziewczyna od Drzewka". Minister odwołuje też z zarządu Piotra Goska, choć być może to jakieś przejęzyczenie w oficjalnym komunikacie Ministerstwa Skarbu, bo zgodnie z par. 18 umowy spółki, Zgromadzenie Wspólników może tylko zawiesić w czynnościach członka zarządu. Powody zmian w organach Ministerstwo przedstawia bardzo ogólnikowo: "usprawnienie działania ww. organów oraz polepszenie współpracy pomiędzy organami Spółki".
Komunikat Ministerstwa Finansów ws. zmian w spółce
Umowa spółki Totalizator Sportowy
21 lipca
Rada Nadzorcza Totalizatora wszczyna postępowanie kwalifikacyjne na członka zarządu. W konkursie wystartuje, o czym wiadomo już od miesiąca, Magdalena Sobiesiak. Magdalena Sobiesiak ostatecznie wycofa się z konkursu, który będzie przebiegał następuąco. Z 11 kandydatów po ocenie formalnej zostanie 6, w tym Magdalena Sobiesiak. 19 sierpnia wszyscy kandydaci zostaną zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną, której przebieg ustali Rada Nadzorcza na posiedzeniu 18 sierpnia, na 8 dni przed samą rozmową. Przed przesłuchaniami Nadzorcza ustali listę 7 pytań, wszyscy kandydaci dostaną dokładnie te same pytania. Każdy z pięciu członków Rady Nadzorczej będzie oceniał kandydatów "wypełniając indywidualne karty ocen przygotowane dla każdego z kandydatów". Sądząc po tym, że procedura skończy się tajnym głosowaniem, w którym Rada Nadzorcza wybierze zwycięzcę (w tym przypadku stosunkiem głosów 3-1-1, nie będzie automatycznego zliczania punktów przyznanych przez każdego oceniającego, a arkusze ocen będą miały raczej funkcję pomocniczą.
Sprawdziłam dokumentację konkursu i jego przebieg podaję za protokołem, a opisuję tak obszernie, żeby każdy mógł sobie wyrobić zdanie na temat szans kandydatki, która miałaby w komisji sprzyjającą jej osobę. "Swój" człowiek w komisji może wesprzeć kandydata na różne sposoby - uprzedzając go jakie będą pytania (a jak ma siłę przebicia może nawet na listę 7 pytań wpisać pytanie przygotowane przez samego kandydata), zaniżając punktację konkurencji, zawyżając punktację faworyta, lobbując za nim w rozmowach z resztą komisji, a na koniec jeszcze oddając na niego głos w tajnym głosowaniu. Przy takiej procedurze, gdyby "dziewczyna od Drzewka" zechciała współpracować, Magdalena Sobiesiak raczej miałaby wygraną w kieszeni.
Zarząd Totalizatora jest trzyosobowy (w tym jeden reprezentant załogi), Sobiesiak odpowiadałaby za sprzedaż i marketing, czyli za to co najważniejsze dla jej taty i kolegów z branży. Mając swojego człowieka w zarządzie Totalizatora, branża hazardowa pozbyłaby się groźnego konkurenta, nie musiałaby go nawet wypychać z niszy, w której chce dominować, bo mogłaby sprawić aby decyzjami Sobiesiakówny sam się z niej wycofał. Albo w nią nawet nie wchodził. Pewnie więc szybko okazałoby się, że te wideoloterie to fatalny pomysł i Totalizator z niego rezygnuje, na pewno też nie zgłaszałby już idiotycznych uwag do projektu ustawy o grach. Sprawa córki Sobiesiaka to nie było szukanie ciepłej posadki ale wsadzanie konia trojańskiego do państwowej firmy. A sądząc po tym ile osób i jak intensywnie się w to zaangażowało, branża bardzo na konia liczyła.
30 lipca
Na spotkaniu z ministrem Bonim i wiceminister finansów Suchocką-Roguską, Donald Tusk poleca pisanie nowych założeń do ustawy o grach. Jest to decyzja widmo, pojawiła się dopiero - i wyłącznie - w sejmowym wystąpieniu Boniego. Zrozumienie znaczenia tej daty przybliżyłoby nas do zrozumienia roli (być może mimowolnej) Donalda Tuska w całej sprawie. Ważne jest bowiem nie tylko to, że Tusk - jeśli faktycznie wydał takie polecenie - wyrzucił do kosza niewygodną dla hazardziarzy ustawę i efekt ponad rocznych prac, ale przede wszystkim zrobił to chyba za plecami Jacka Kapicy, który nie uczestniczył w tym spotkaniu i jeszcze 26 sierpnia był przekonany, że projekt nad którym ponad rok pracuje jest nadal aktualny. W notatce z tego spotkania, pisanej przez Kapicę dopiero w połowie września, nie ma nic co wskazywałoby, że spotkanie dotyczyło projektu dawno już zarzuconego. Nie trafiłam na żaden ślad po lipcowej decyzji Donalda Tuska, inny niż notatka Cichockiego (bez potwierdzenia w notatce Kapicy) i wystąpienie Boniego (bez potwierdzenia w czymkolwiek). Nawet jednak tu występuje kilkutygodniowa rozbieżność w dacie wydania polecenia. Mam wrażenie, że na przełomie lipca i sierpnia Tusk utracił zaufanie do Kapicy i odebrał mu ustawę, Kapica chyba nawet nie wiedział co się z nią dalej dzieje. Ten okres i przełomowa data 30 lipca to największa zagadka tej afery, Tusk poddał Kapicę akurat wtedy gdy Kapica się z lobbystami uporał. Całkiem bez sensu.
Październik
Niekorzystna dla hazardziarzy ustawa o grach jest w koszu i nie ma żadnej szansy, żeby weszła w życie w przyszłym roku. Trwają prace nad założeniami nowej ustawy, których zarys sformułował prawdopodobnie sam premier. Nie jest natomiast jasne czy i jaki udział w dalszych pracach przewidziano dla Jacka Kapicy, wygląda na to, że przynajmniej na początku został pominięty, a gdy potem został dokooptowany, to w tak dyskretny sposób, że do połowy września się nie zorientował.
Nie ma wielu scenariuszy, które można tu sklecić. Cel, interesariusz, ich cele i działania, świadomi lub mimowolni wspólnicy - to wszystko jest już w miarę czytelne. Zagadką pozostaje natomiast rola samego Tuska, który jedną nieformalną decyzją zrobił to co się przez ponad rok nie udało lobbystom i ich cichym pomagierom. Z czyjej inspiracji i do jakiego stopnia świadomie wyrzucił do kosza ustawę i zmarginalizował udział Kapicy w pracy nad założeniami kolejnej, a tym samym zrealizował dwa najpilniejsze postulaty hazardziarzy?
Tusk jako "szef szefów" miał kilkanaście miesięcy na wpływanie na kształt ustawy, począwszy od opracowania założeń, na konkretnych zapisach skończywszy, ta ustawa była tak wykonsultowana, że gdyby się Tuskowi nie podobała, utrąciłby ją na którymś z posiedzeń Rady Ministrów, przez które przeszła. Tymczasem w całym procesie legislacyjnym, dopóki się toczył, nie ma żadnego śladu jakiejkolwiek interwencji Tuska, nigdy się nią nie interesował i nie miał pojęcia co się wokół niej dzieje, został uruchomiony dopiero jako ostatnia instancja, kiedy było jasne, że w dotychczasowym składzie i w miarę zgodnie z prawem już się nic nie wywalczy, nie ma ratunku i pozostało tylko weto premiera.
Ktoś kto Tuska do tego weta namówił musi mieć na niego bardzo duży wpływ. I raczej nie użył go wyłącznie z sympatii do kumpla Ryśka.
Co za ulga, że się udało wreszcie Kamińskiego pogonić! Od jutra będzie można zacząć nową narrację, o licznych nieprawidłowościach w CBA. Bo przecież żadnej afery hazardowej nie ma i nie było...


